sobota, 11 stycznia 2014

Prolog i rozdział pierwszy.

Prolog:
-To za co pijemy? - zapytała jedna z dziewczyn siedzących przy barze.
-Za wolność!
-Zero kartkówek!
-Za życie bez Królikowskiego!
Wszyscy zaśmiali się na tę propozycję. Ich nauczyciel fizyki był naprawdę beznadziejny.
-Może za marzenia? - zaproponowała Patrycja.
-Właśnie! - rozległy się głosy poparcia.
I tak wznosili toast za wszystko...kelnera który zaczął im stawiać na koszt firmy, wszystkich najprzystojniejszych facetów świata, za to, że jutro zapewne nie będą mogli podnieść się z łóżka, chłopcy za to, aby Barcelona pokonała w jutrzejszym meczu Real Madryt...
Czasami trzeba sobie w życiu poszaleć. W końcu jest tylko jedno...prawda?
_____
Rozdział pierwszy. 


Przez rok cierpiałem na jakąś chorobę mózgową, a zdawało mi się, że jestem zakochany.
~Bolesław Prus, ,,Lalka''

Patrycja odetchnęła z ulgą widząc cztery pełne butelki wody, na blacie hotelowym. Co z tego, że jest w Barcelonie, skoro ma największego kaca swojego życia? Zimny prysznic nie dał jej najmniejszego uczucia ulgi. Postanowiła sobie, że jeżeli do godziny osiemnastej, czyli do pory meczu, poczuje się lepiej, do końca wakacji nie wypije ani kieliszka. Wyjmując szklankę z szafki zauważyła karteczkę przyczepioną do lodówki.
'Wybacz, ale tak słodko spałaś, że nie mieliśmy serca Cię obudzić. Poszliśmy oglądać miasto. Będziemy przed zmrokiem. Nie denerwuj się. 
Buziaki
Kuba.'
Włączyła stare pudło, które ktoś przez przypadek nazwał telewizorem i zaczęła przerzucać kanały. Co jakiś czas sięgała po wodę, bo w gardle piekło ją niemiłosiernie, a głowa mało co nie pękała z bólu. 
Nic jednak nie trwa wiecznie. Woda się skończyła, tabletki przeciwbólowe również, a na zegarze widniała dopiero 17.28. Ekipy nie było ani widać, ani słychać i pomimo usilnych prób dodzwonienia się do kogokolwiek, musiała opuścić dom ciotki Izy, jej najlepszej przyjaciółki. 
Los chciał, że pani Sandra wybrała sobie miejsce zamieszkania w okolicy gdzie nie było nawet najmniejszego sklepiku. 
A Patrycja, która nie miała dobrej orientacji w terenie (nie wspominając o ocenach z geografii) szybko się zgubiła. Błądziła więc po Barcelonie, która teraz wcale nie wydawała się tak piękna i spokojna, jak za dnia. Było ciemno i chociaż świeciły latarnie, niewiele jej to pomagało. Ulice były puste, a zerkając na wyświetlacz telefonu doszła do wniosku, iż wszyscy powinni już być w domu, a jednak nie dostała od nikogo nawet sms'a.
-Super - pomyślała - ja błądzę po mieście, a oni świetnie się bawią. 
Wybiła godzina dwudziesta, a wraz z nią na ulicę wysypał się tłum ludzi. Wszyscy wychodzili z stadionu który stał nieopodal. Postanowiła tam pójść. A nuż znajdzie się ktoś, kto zechce jej pomóc? 
- Przepraszam - zwróciła się do mężczyzny w bordowo - granatowym kapeluszu i koszulce w takich samych barwach. - Przepraszam, mógłby mi pan...
-Wygraliśmy! Wygraliśmy! - facet wyglądał jakby w ogóle nie usłyszał, o co prosiła Go Polka.
-To...świetnie - wyjąkała, na co on się zaśmiał i odszedł cieszyć się razem z resztą kibiców.
Spróbowała jeszcze raz zadzwonić do Kuby, jednak było to bezskuteczne.
W końcu po okrążeniu stadionu parę razy, przycupnęła pod jakimś wejściem, licząc na to, że może ktoś jeszcze musiał skorzystać z toalety, albo coś  w tym stylu. 
Zrobiło jej się zimno. Miała na sobie tylko koszulę bez rękawów i krótkie spodenki. 
- No pięknie. Będziesz miała co opowiadać wnukom. - mruknęła sama do siebie. - I tak moi kochani, babcia siedziała sobie pod jakimś stadionem modląc się o to, aby pojawił się jej wybawiciel! - dodała imitując głos starszej kobiety. - Niech się lepiej pospieszy, bo zaraz tu zamarznę i z opowieści nici. - warknęła gdzieś w dal. 
- Pojawiam się, o pani. - usłyszała rozbawiony głos, tuż za sobą. 
Podniosła się szybko. Stał tam chłopak z dużą torbą firmy nike. Miał gęste, krótkie loki które okalały jego twarz i nadawały mu 'wyglądu aniołka' jakby to określiła Izka. 
-To...chcesz żeby Cię gdzieś podwieść? - zapytał, przerywając niezręczną ciszę. 
- Och...tak...tylko problem w tym, że nie wiem gdzie. Jestem tu dopiero drugi dzień i...- Jak to musiało zabrzmieć! Oto właśnie ona, Patrycja robiła z siebie idiotkę, przed jakimś nieznanym chłopakiem. Cudownieee. 
-Jesteś tu sama? 
-Nie, z paroma osobami. Tylko...nie mogę się do nikogo dodzwonić. - wyznała czując, że jest cała czerwona.
W mdławym świetle dostrzegła, iż chłopak uniósł brew do góry tak, że ta zniknęła pod kurtyną włosów.
- No to chodź. Czeka nad długa przejażdżka. - posłał jej szeroki uśmiech i dał znak, aby podążyła za nim. 
'Co ty właściwie robisz?' - przeszło jej przez myśl. 'Idziesz za jakimś obcym gościem do jego samochodu. To chore.'
Wsiedli do białego audi. 
-Zimno Ci? - zapytał chłopak, kiedy ruszyli z parkingu. Patrycja rozcierała sobie ręcę i lekko się trzęsła.
-Trochę. - mruknęła, a widząc że chłopak zdejmuje swoją bluzę, dodała: - Nie rób sobie kłopotu. Wytrzymam. 
-Daj spokój. 
-Dziękuję. - wymamrotała zakładając bluzę. Od razu zrobiło jej się cieplej.
-Na długo przyjechałaś do Barcelony? - zapytał ponownie.
-Na całe wakacje. Taki spontan po maturze. 
Cisza.
-A może...- zaczął, jednak Patrycja mu przerwała: 
-Teraz w prawo! 
-Poznajesz? - zaśmiał się.
-Tak, to tamten budynek. - odpowiedziała wskazując na dom, w którego oknach można było dostrzec sylwetki wielu osób. -Dziękuję. - dodała kiedy chłopak zaparkował. 
-Nie ma za co. 
Dziewczyna chciała oddać mu bluzę lecz ją uprzedził:
-Zostaw ją sobie. Ładnie Ci w niej. 
Zaczerwieniła się. 
-Dziękuję. - wymamrotała jeszcze raz, po czym niemal natychmiast wyszła z pojazdu. 
Chłopak odjechał wzdychając.  Dopiero po dojechaniu do domu zorientował się, że dziewczyna zostawiła portfel na siedzeniu...

Patrycja wpadła do domu oddychając głęboko. Co to miało w ogóle być? 
-Pati? To Ty? - do przedpokoju wbiegł Kuba. - No nareszcie! - spróbował ją przytulić, ale Go odepchnęła. - Martwiliśmy się.
-No jasne. - prychnęła. Jakoś nie bardzo wierzyła w tę bajeczkę. 
-To nie jest Twoja bluza. - zauważył łapiąc za kawałek materiału.
-No nie. - potwierdziła obojętnie, podnosząc wzrok. Chłopak przyglądał jej się wściekły.
-Więc czyja? - zapytał zaciskając zęby.
-To nie jest Twoja sprawa. - warknęła. - Odwal się ode mnie i łaskawie daj mi iść spać. Jestem zmęczona, do cholery. 
Ominęła chłopaka oraz Izę i Julię które również przyszły i ruszyła do swojej sypialni. Jedyne czego potrzebowała w tamtej chwili to długiegooo snu. 
______

Tak króciutko, jako wstęp. Blog nie jest do końca skończony, ale zajmę się tym po południu.
Liczę, że ktoś będzie to czytał...a jeżeli tak, to zachęcam do komentowana! :3

9 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba :)
    Informuj mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Stawiam, że ten kolo to Carles ;) Seergiii w tle <33 fajnie się zapowiada :)) czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no więc.:
    SERGI! Nie zrób w tego lovestory, błagam Cię. :c
    Wkurzył mnie na końcu Kuba, ah................................................................................................
    czuję, że go nie przełknę w tym opowiadaniu. :)
    świetny rozdział, chcę następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. OMOMOMOMOOM *o* Dodawaj rozdziały szybciej no, ile można czekać na takie cudo *O* Ten Kuba mnie denerwuje,o. NEXT <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Chybaa już nie lubię Kuby :D
    Świetny jest, czekam na następne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne, jak zwykle... </3

    OdpowiedzUsuń
  7. super, na pewno będę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. MMMMM Pati <3. Rozdział jest mega fajny <33. Czekam na nexta :* . ! Świetnie piszesz ;** . Informuj mnie na fb na 100 % będę czytać :D .

    OdpowiedzUsuń