sobota, 8 lutego 2014

Rozdział trzeci

'Więc kiedy szepce: - Kochasz mnie. Prawda czy fałsz? Odpowiadam: - Prawda.'
~Suzan Collins ,,Kosogłos''

Trening przebiegał w spokoju (?) nie licząc paru dziwnych sytuacji, w których Patrycja stwierdziła, że co poniektórzy naprawdę powinni się leczyć. I to u jakiegoś dobrego specjalisty. Gdy Sergi przedstawił ją całej drużynie, musiała przyznać, że pomimo tego oni są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Zupełnie nie wywyższającymi się, traktującymi wszystkich równo.
Ale mimo tego i tak najbardziej lubiła Sergi'ego.  Czuła, że mogłaby z nim porozmawiać o większości rzeczach, o których nie rozmawiała nawet z Izą. Co było dosyć dziwne, biorąc pod uwagę to, że znali się dopiero jeden dzień.
-W sobotę, po meczu robimy imprezę, u Gerarda...- stali obok samochodu, przed ogrodzeniem za którym znajdował się jej tymczasowy 'dom' - Miałabyś ochotę przyjść?
Zastanowiła się chwilę. Propozycja była kusząca, lecz wymagałaby kolejnego kłamania Izie, Kubie i reszcie. Westchnęła głęboko.
-Sama nie wiem...- wyjęła z torebki karteczkę i zapisała numer telefonu - zadzwoń do mnie w piątek wieczorem. - pożegnała chłopaka uśmiechem i skierowała swoje kroki w stronę budynku.

Oprócz Kuby siedzącego w salonie z komórką w ręku, w domu nie było nikogo.
-Cześć. - rzuciła Patrycja i już miała wspiąć się po schodach do swojego pokoju kiedy ją zatrzymał.
-Zaczekaj chwilę.
Cofnęła się z powrotem do salonu i spojrzała na niego wyczekująco.
-Chciałem Cię przeprosić za wczoraj. Nie powinienem tak reagować.
-Nie powinieneś. - potwierdziła siadając koło niego.
-Po prostu się trochę martwiłem. - obracał telefon w dłoniach, aż w końcu Go odłożył. -No wiesz, przyszliśmy, a Ciebie nie było.
Miała ochotę rzucić jakąś kąśliwą uwagę, ale się powstrzymała.
-Nic się nie stało. - odparła. - Ale mogłeś być nieco milszy.
Zaśmiał się cicho.
-Mogłem. - powtórzył.
Czasami Kuba przyprawiał Patrycję o dreszcze na całym ciele. Jego zachowanie potrafiło być naprawdę dziwne. Chwilami jednak bywał naprawdę...uroczy.
-To może obejrzymy jakiś film? -zaproponowała dziewczyna.
-Czemu nie. - uśmiechnął się.
Wybór padł na komedię z Leonardo DiCaprio w roli głównej. Film skończył się dokładnie w chwili gdy cała ekipa wparowała do domu.
-Mamy piwo! - wrzasnął Mati ukazując cztery reklamówki pełne zielonych butelek.
-Ja dziękuję. - pokręciła głową, kiedy Julka chciała jej podać butelkę.
-Daj spokój! Wypij, dobrze Ci to zrobi.
-Chyba powiedziałam, że nie chcę, tak? - Patrycja wstała odtrącając rękę Julii. - Idę spać. - dodała po chwili i weszła po schodach, na górę.
-Co jej jest? - Iza opadła na wcześniejsze miejsce jej przyjaciółki.
-Nie mam pojęcia.

*
Wcale nie poszła spać. Siedziała przy wyłączonym świetle z laptopem na kolanach. Na dole co i rusz, ktoś wybuchał śmiechem, co trochę przeszkadzało jej w śledzeniu tekstu. Gdyby komukolwiek by powiedziała, o czym czyta, chyba nikt by jej nie uwierzył.
Jak na razie wszystko o piłce nożnej wydawało jej się banalnie proste. Może i miała jakiś problem z pojęciem co to jest spalony, ale tak czy inaczej nieźle jej szło. Trudno jej było przyznać samej przed sobą, że zainteresował ją ten sport. I to nawet bardzo.
Siedziała przed komputerem do chwili gdy oczy zaczęły ją naprawdę boleć. Zegarek wskazywał 3.24 więc uznała, że chyba najwyższa pora położyć się do łóżka. Głosy na dole, ucichły. Otworzyła okno, a chłodne powietrze uderzyło w jej nozdrza. Przez chwilę przyglądała się panoramie miasta. Był środek tygodnia, a mimo tego po ulicach jeździły samochody. Przebrała się w białą koszulkę, która służyła jej jako piżama. Wślizgnęła się pod koc i usnęła, ledwo przykładając głowę do poduszki.

Następnego dnia, Iza od razu wyciągnęła ją na zakupy. Fakt faktem - nie lubiła latać po sklepach, ale postanowiła poświęcić przyjaciółce trochę czasu. Doradzała jej w wyborze butów. Sama nie żałowała wypadu, bo w jej posiadanie wpadły dwie pary krótkich spodenek i o dziwo, krótka, niebieska sukienka, która pomimo tego, że Patrycja nie lubiła tej części garderoby, wpadła jej w oko.
Potem poszły na niezwykle kaloryczne ciastko i kawę. Izka uparła się, żeby iść na spacer, więc po godzinie piętnastej szły przez niezwykle barwny park.
-Pogodziłaś się z Kubą? - to nie było pytanie, lecz raczej stwierdzenie.
Przytaknęła.
-On jest ostatnio jakiś dziwny, nie uważasz? - Iza przystanęła. - Głównie w stosunku do Ciebie.
-Może. - Patrycja też stanęła.
-Ale...Ty z nim, coś ten...? - popatrzyła na brunetkę z powagą.
-Nie. - zaśmiała się. - Kuba to po prostu mój przyjaciel.
Iza ruszyła przed siebie z o wiele pewniejszym wyrazem twarzy.
-To fajnie. Bo myślałam...
-Za dużo myślisz. - odparła z rozbawieniem Patrycja.
-Mam u niego jakieś szanse?
-Kicia, masz szanse u każdego. - a kiedy Iza spojrzała na nią z powiątpieniem, dodała: - Słowo honoru!
-Jesteś głupia. - skwitowała.
-Ty oczywiście jesteś mądra.
-No jasne! - Izabela odrzuciła włosy do tyłu.
Spojrzały na siebie, wybuchając śmiechem.
-Idziesz z nami na mecz? W sobotę. - zapytała Iza.
-Nie wiem. Jestem potem umówiona i...
-Och, daj spokój! Powinnaś nam poświęcać więcej czasu! Przez całe wakacje zamierzasz tak znikać?
Patrycja rozważyła w myślach, to co powiedziała jej przyjaciółka i z niechęcią przyznała jej rację.
-No dobra. Pójdę z wami.
Jej towarzyszka uśmiechnęła się triumfalnie.
-Chodźmy już stąd. Padam z nóg.
Po raz pierwszy tak świetnie spędziła czas z Izą. I miała nadzieję, że to się powtórzy.
_____________
MASAKRA!
Z opóźnieniem, ale jest. Tragedia. Max.

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział drugi

''Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego.”
~Emily Bronte ,,Wichrowe Wzgórza''

-Co Ty na to, żeby iść do kina? - zapytała Iza, siadając naprzeciwko Patrycji. Dziewczyna spojrzała na nią sceptycznie.
-Jesteśmy na wakacjach, a Ty chcesz iść do kina? Naprawdę?
-Daj spokój! - Izka machnęła ręką. -Wiesz, że nigdy nie jarały mnie te wszystkie muzea, katedry i jakieś zabytki. To idziemy, czy nie?
-Poczekaj chwilę. - mruknęła Patrycja. Przeszła do pokoju gdzie zostawiła spodenki w które miała na sobie poprzedniego dnia. Poszperała najpierw w jednej kieszeni - zaczęte gumy do żucia i słuchawki do telefonu. Kiedy jednak zajrzała do tej drugiej, przestraszona stwierdziła, że jest ona pusta.
-Choleraaa.
Rozejrzała się wokoło licząc, iż ujrzy swój niebieski portfel firmy adidas. Nic takiego koloru niestety nie rzuciło się jej w oczy. Niemal pobiegła do kuchni gdzie siedziała Iza.
-Widziałaś może mój portfel?
-Nie, a powinnam? - odpowiedziała pytaniem na pytanie blondynka.
Patrycja opadła na krzesło z miną męczennika.
-Chyba Go zgubiłam. - odparła łamiącym się głosem.
-Nie masz w torebce, albo coś? - zapytała Izabela po dłuższej chwili milczenia.
To fakt, Patrycji często zdarzało się coś gubić i znajdować to po paru tygodniach na przykład pod łóżkiem. Chociaż kiedyś w metrze gubiła 300 złotych na wycieczkę szkolną...
-Nie, wszystko obszukałam. Musiał mi wypaść jak wysiadałam z samochodu...- westchnęła nalewając sobie soku pomarańczowego.
-Z samochodu? - przyjaciółka spojrzała na nią zdziwiona. - Mówiłaś, że wracałaś autobusem.
-Bo...
Z niezręcznej sytuacji wyrwał ją dzwonek do drzwi. Poderwała się do góry.
-Otworzę! - odparła natychmiast, niemal biegnąc do drzwi.
Zaczęła szarpać się z zasuwą. Co prawda chłopcy mieli ją naprawić, ale...faceci to faceci.
-Ooo...cześć.
Chłopak który wczoraj odwiózł ją do domu, stał przed nią z niedbałym uśmiechem i potarganymi włosami.
Delikatnie zamknęła drzwi za sobą. Nie wiedząc czemu, jakoś wolała aby nikt nie dowiedział się o tej znajomości. A już Izka w szczególności. 
-Cześć. Przywiozłem Ci coś. - wyciągnął w jej stronę niebieski portfel który - rzekomo - zgubiła. - Zostawiłaś Go w samochodzie. Pewnie wysunął Ci się z kieszeni. - wyjaśnił widząc jej zaskoczoną minę.
-Dziękuję. - wymamrotała. Obcięła swojego nowego znajomego wzrokiem. Miał na sobie T-shirt firmy nike, który z czymś jej się kojarzył. Zanim jednak zdążyła dociec z czym, rozległ się głos chłopaka.
-Swoją drogą chyba się wczoraj nie przedstawiłem. Sergi. - podał jej rękę.
-Patrycja. - uścisnęła ją. 
-To już wiem. - uśmiechnął się wskazując na portfel. -Pozwoliłem sobie zajrzeć...ładne zdjęcie legitymacyjne. - zaśmiał się. 
Patrycja spojrzała na niego z niedowierzaniem. 
-Chyba muszę uważać, komu zostawiam swoje rzeczy. 
-Nie znasz jeszcze mojego przyjaciela. A właśnie...-przerwał na chwilę, aby się nad czymś zastanowić. - Obiecałem mu, że Cię dzisiaj gdzieś porwę. Zgadzasz się? 
-Czuję, że nie mam innego wyjścia. - westchnęła. 
-Dobrze czujesz.
-Poczekaj 5 sekund. Powiem przyjaciółce, że wychodzę. 
Wróciła do domu.
-Co tak długo? - usłyszała głos Izy dobiegający z pomieszczenia obok. 
-Zmiana planów. Muszę gdzieś wyjść. - odparła Patrycja, wpadając do kuchni. - Obiecuję, że wszystko Ci potem wyjaśnię. Na razie! - wykrzyknęła i już jej nie było. 
*
-Mogę wiedzieć gdzie mnie wieziesz? - zapytała, po jakichś 10 minutach jazdy samochodem. To było oczywiste, że nie znała miasta tak dobrze jak Sergi i chłopak doskonale o tym wiedział. Jej zdenerwowanie sprawiało mu jakąś taką...satysfakcję? 
-Dowiesz się w swoim czasie. - zaśmiał się. No, co on ma z tym śmiechem? 
Westchnęła głęboko.
-Jeszcze chwilka! - pocieszył ją Sergi. 
Rzeczywiście, po paru minutach znaleźli się pod jakimś stadionem. Patrycja była niemal pewna, iż jest to ten sam pod którym spotkali się wczoraj. 
-Co my tu właściwie robimy? - zapytała, kiedy chłopak wyszedł z samochodu i otworzył przed nią drzwi. 
-Jak wcześniej mówiłem, mój przyjaciel Marc, kazał mi Cię gdzieś porwać. A dokładniej, porwać Cię na nasz trening. - odpowiedział, bez cienia wątpliwości.
-Trening? - powtórzyła.
-A owszem. - uśmiechnął się szeroko. - Mówiłem mu, że właściwie nie mam pojęcia czy lubisz piłkę nożną. On stwierdził, że do tego sportu potrafi przekonać każdego. - Sergi zmarszczył brwi. 
Tym razem to Patrycja się uśmiechnęła.
-Szczerze, to niezbyt ogarniam te wszystkie zasady Jak były jakieś ważne mecze naszej reprezentacji, to wtedy oglądałam. - wzruszyła ramionami. - Chociaż mój brat grał w amatorskim klubie młodzieżowym...
-My raczej nie mamy nic wspólnego z amatorskim klubem. Ale czasem na treningach potrafimy zachowywać się gorzej niż dzieci, więc się nie przestrasz. 
-Będę miała to na uwadze. - zaśmiała się. 
Weszli to jakiegoś chłodnego pomieszczenia. 
-Tam są szatnie. -Sergi wskazał ręką na prawo. - Poczekasz na mnie tutaj? 
Kiedy potwierdziła to skinięciem głowy, chłopak zniknął w korytarzu. 
Przeszła kawałek wzdłuż ściany na której było mnóstwo zdjęć z podobiznami piłkarzy. W końcu jedno z nich przykuło jej uwagę.
'Sergi Roberto oraz Marc Bartra, po wygranym meczu z Granadą.(Sezon 2012/2013)'
Pewnie to jest ten Marc. - pomyślała przyglądając się dokładniej obu chłopakom. 
-Jestem. 
Odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego chłopaka już przebranego. 
-Gotowa? - zapytał kiedy stanęli przed tunelem który prowadził na murawę. 
-No pewnie. 


___
Pisany wspólnie z Domczi. 
Teraz parę słów tak ode mnie.
Tutaj  macie wgląd na bohaterów.
Tutaj  są linki do portali społecznościowych, na których mam konta, na wypadek gdyby ktoś chciał się ze mną skontaktować.
 Tutaj  możecie informować mnie o nowościach na swoich blogach. NIE RÓBCIE SPAMU W KOMENTARZACH.
Tutaj zostawcie linki do swoich kont, jeżeli chcecie abym was informowała o rozdziałach. TO JEST KONIECZNE.
To by było na tyle. Następny pojawi się 20 stycznia. Zachęcam do komentowania. :3

PS - Marcuś ma dzisiaj 23 urodziny! Dużo zdrowia, bo jak to mówi Kuba Rzeźniczak, wszystko inne zawsze się ułoży! <3

sobota, 11 stycznia 2014

Prolog i rozdział pierwszy.

Prolog:
-To za co pijemy? - zapytała jedna z dziewczyn siedzących przy barze.
-Za wolność!
-Zero kartkówek!
-Za życie bez Królikowskiego!
Wszyscy zaśmiali się na tę propozycję. Ich nauczyciel fizyki był naprawdę beznadziejny.
-Może za marzenia? - zaproponowała Patrycja.
-Właśnie! - rozległy się głosy poparcia.
I tak wznosili toast za wszystko...kelnera który zaczął im stawiać na koszt firmy, wszystkich najprzystojniejszych facetów świata, za to, że jutro zapewne nie będą mogli podnieść się z łóżka, chłopcy za to, aby Barcelona pokonała w jutrzejszym meczu Real Madryt...
Czasami trzeba sobie w życiu poszaleć. W końcu jest tylko jedno...prawda?
_____
Rozdział pierwszy. 


Przez rok cierpiałem na jakąś chorobę mózgową, a zdawało mi się, że jestem zakochany.
~Bolesław Prus, ,,Lalka''

Patrycja odetchnęła z ulgą widząc cztery pełne butelki wody, na blacie hotelowym. Co z tego, że jest w Barcelonie, skoro ma największego kaca swojego życia? Zimny prysznic nie dał jej najmniejszego uczucia ulgi. Postanowiła sobie, że jeżeli do godziny osiemnastej, czyli do pory meczu, poczuje się lepiej, do końca wakacji nie wypije ani kieliszka. Wyjmując szklankę z szafki zauważyła karteczkę przyczepioną do lodówki.
'Wybacz, ale tak słodko spałaś, że nie mieliśmy serca Cię obudzić. Poszliśmy oglądać miasto. Będziemy przed zmrokiem. Nie denerwuj się. 
Buziaki
Kuba.'
Włączyła stare pudło, które ktoś przez przypadek nazwał telewizorem i zaczęła przerzucać kanały. Co jakiś czas sięgała po wodę, bo w gardle piekło ją niemiłosiernie, a głowa mało co nie pękała z bólu. 
Nic jednak nie trwa wiecznie. Woda się skończyła, tabletki przeciwbólowe również, a na zegarze widniała dopiero 17.28. Ekipy nie było ani widać, ani słychać i pomimo usilnych prób dodzwonienia się do kogokolwiek, musiała opuścić dom ciotki Izy, jej najlepszej przyjaciółki. 
Los chciał, że pani Sandra wybrała sobie miejsce zamieszkania w okolicy gdzie nie było nawet najmniejszego sklepiku. 
A Patrycja, która nie miała dobrej orientacji w terenie (nie wspominając o ocenach z geografii) szybko się zgubiła. Błądziła więc po Barcelonie, która teraz wcale nie wydawała się tak piękna i spokojna, jak za dnia. Było ciemno i chociaż świeciły latarnie, niewiele jej to pomagało. Ulice były puste, a zerkając na wyświetlacz telefonu doszła do wniosku, iż wszyscy powinni już być w domu, a jednak nie dostała od nikogo nawet sms'a.
-Super - pomyślała - ja błądzę po mieście, a oni świetnie się bawią. 
Wybiła godzina dwudziesta, a wraz z nią na ulicę wysypał się tłum ludzi. Wszyscy wychodzili z stadionu który stał nieopodal. Postanowiła tam pójść. A nuż znajdzie się ktoś, kto zechce jej pomóc? 
- Przepraszam - zwróciła się do mężczyzny w bordowo - granatowym kapeluszu i koszulce w takich samych barwach. - Przepraszam, mógłby mi pan...
-Wygraliśmy! Wygraliśmy! - facet wyglądał jakby w ogóle nie usłyszał, o co prosiła Go Polka.
-To...świetnie - wyjąkała, na co on się zaśmiał i odszedł cieszyć się razem z resztą kibiców.
Spróbowała jeszcze raz zadzwonić do Kuby, jednak było to bezskuteczne.
W końcu po okrążeniu stadionu parę razy, przycupnęła pod jakimś wejściem, licząc na to, że może ktoś jeszcze musiał skorzystać z toalety, albo coś  w tym stylu. 
Zrobiło jej się zimno. Miała na sobie tylko koszulę bez rękawów i krótkie spodenki. 
- No pięknie. Będziesz miała co opowiadać wnukom. - mruknęła sama do siebie. - I tak moi kochani, babcia siedziała sobie pod jakimś stadionem modląc się o to, aby pojawił się jej wybawiciel! - dodała imitując głos starszej kobiety. - Niech się lepiej pospieszy, bo zaraz tu zamarznę i z opowieści nici. - warknęła gdzieś w dal. 
- Pojawiam się, o pani. - usłyszała rozbawiony głos, tuż za sobą. 
Podniosła się szybko. Stał tam chłopak z dużą torbą firmy nike. Miał gęste, krótkie loki które okalały jego twarz i nadawały mu 'wyglądu aniołka' jakby to określiła Izka. 
-To...chcesz żeby Cię gdzieś podwieść? - zapytał, przerywając niezręczną ciszę. 
- Och...tak...tylko problem w tym, że nie wiem gdzie. Jestem tu dopiero drugi dzień i...- Jak to musiało zabrzmieć! Oto właśnie ona, Patrycja robiła z siebie idiotkę, przed jakimś nieznanym chłopakiem. Cudownieee. 
-Jesteś tu sama? 
-Nie, z paroma osobami. Tylko...nie mogę się do nikogo dodzwonić. - wyznała czując, że jest cała czerwona.
W mdławym świetle dostrzegła, iż chłopak uniósł brew do góry tak, że ta zniknęła pod kurtyną włosów.
- No to chodź. Czeka nad długa przejażdżka. - posłał jej szeroki uśmiech i dał znak, aby podążyła za nim. 
'Co ty właściwie robisz?' - przeszło jej przez myśl. 'Idziesz za jakimś obcym gościem do jego samochodu. To chore.'
Wsiedli do białego audi. 
-Zimno Ci? - zapytał chłopak, kiedy ruszyli z parkingu. Patrycja rozcierała sobie ręcę i lekko się trzęsła.
-Trochę. - mruknęła, a widząc że chłopak zdejmuje swoją bluzę, dodała: - Nie rób sobie kłopotu. Wytrzymam. 
-Daj spokój. 
-Dziękuję. - wymamrotała zakładając bluzę. Od razu zrobiło jej się cieplej.
-Na długo przyjechałaś do Barcelony? - zapytał ponownie.
-Na całe wakacje. Taki spontan po maturze. 
Cisza.
-A może...- zaczął, jednak Patrycja mu przerwała: 
-Teraz w prawo! 
-Poznajesz? - zaśmiał się.
-Tak, to tamten budynek. - odpowiedziała wskazując na dom, w którego oknach można było dostrzec sylwetki wielu osób. -Dziękuję. - dodała kiedy chłopak zaparkował. 
-Nie ma za co. 
Dziewczyna chciała oddać mu bluzę lecz ją uprzedził:
-Zostaw ją sobie. Ładnie Ci w niej. 
Zaczerwieniła się. 
-Dziękuję. - wymamrotała jeszcze raz, po czym niemal natychmiast wyszła z pojazdu. 
Chłopak odjechał wzdychając.  Dopiero po dojechaniu do domu zorientował się, że dziewczyna zostawiła portfel na siedzeniu...

Patrycja wpadła do domu oddychając głęboko. Co to miało w ogóle być? 
-Pati? To Ty? - do przedpokoju wbiegł Kuba. - No nareszcie! - spróbował ją przytulić, ale Go odepchnęła. - Martwiliśmy się.
-No jasne. - prychnęła. Jakoś nie bardzo wierzyła w tę bajeczkę. 
-To nie jest Twoja bluza. - zauważył łapiąc za kawałek materiału.
-No nie. - potwierdziła obojętnie, podnosząc wzrok. Chłopak przyglądał jej się wściekły.
-Więc czyja? - zapytał zaciskając zęby.
-To nie jest Twoja sprawa. - warknęła. - Odwal się ode mnie i łaskawie daj mi iść spać. Jestem zmęczona, do cholery. 
Ominęła chłopaka oraz Izę i Julię które również przyszły i ruszyła do swojej sypialni. Jedyne czego potrzebowała w tamtej chwili to długiegooo snu. 
______

Tak króciutko, jako wstęp. Blog nie jest do końca skończony, ale zajmę się tym po południu.
Liczę, że ktoś będzie to czytał...a jeżeli tak, to zachęcam do komentowana! :3